|
There are no translations available.
Tydzień przed operacją musieliśmy wykonać kontrolną morfologię w celu sprawdzenia poziomu płytek krwi, polegającą na pobraniu krwi z głównej żyły w główce naszego maluszka. Wynik, biorąc pod uwagę małopłytkowość, był wspaniały, 83 000 płytek :-)
Ponieważ termin przyjęcia do szpitala został wyznaczony na 27/10/2010r, z domu musieliśmy wyjechać już 25/10, tak, aby dotrzeć na czas i aby Wiktorek mógł odpocząć przed operacją po długiej i męczącej podróży. Nasz mały chłopiec zniósł podróż trwającą 12 godzin bardzo dzielnie. Ładnie się bawił i przez całą drogę chciał słuchać swojej ulubionej piosenki „BUCH BUCH”. Cóż, słuchaliśmy jej niemal całe 12 godzin, ale znieśliśmy to :-) Do szpitala musieliśmy się wstawić przed godz. 12, aby pozałatwiać wszystkie formalności związane z przyjęciem do szpitala i przeprowadzeniem operacji. Były rozmowy z anestezjologiem i chirurgami, którzy po raz kolejny wytłumaczyli nam na czym polegać będzie pierwszy etap operacji. W pierwszej kolejności operowana jest lewa, dłuższa rączka Wiktorka. Etap ten polega na założeniu dystraktora - aparatu, który trzeba nosić na rączce przez 3-4 miesiące. W tym okresie codziennie musimy kręcić śruby na aparacie, dzięki czemu następuje powolne i stopniowe naciąganie i naprostowanie nadgarstka.
W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień operacji – 28/10/2010. Operacja wyznaczona była na godzinę 8:45. Pół godziny wcześniej Wiktorek dostał kropelki, które go wyciszyły, a następnie został przebrany w szpitalną piżamkę. Pozostawało już tylko czekanie na pielęgniarki, które miały zabrać Wiktorka na blok operacyjny. Mogliśmy odprowadzić Go tylko do windy, którą wraz z pielęgniarkami pojechał na salę operacyjną. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwaliśmy tego dnia, a kiedy wreszcie nadszedł i trzeba było odprowadzić Wiktorka, pomimo wszystko, było wiele strachu, obaw, emocji i łez…
Operacja trwała 1.5 godziny. Po tym czasie zostaliśmy poproszeni na salę wybudzeń, na której mogliśmy poczekać, aż nasze kochane maleństwo otworzy oczka i zobaczy nas. Widok naszego śpiącego maluszka podłączonego do wielu aparatur był bardzo wzruszający. Wybudzanie trwało ok. 40 minut. W tym czasie przyszedł do nas jeden z chirurgów operujących Wiktorka i poinformował nas, że operacja udała się i wszystko przebiegło zgodnie z planem lekarzy.
W szpitalu byliśmy 10 dni. Przez ten czas rączka goiła się, a lekarze uczyli nas, jak zmieniać opatrunki, jak kręcić śrubki dystraktora, wyjaśniali wszystkie nasze obawy i cierpliwe odpowiadali na nasze pytania. Sami musieliśmy się również nauczyć, że niektóre ulubione do tej pory zabawy Wiktorka musiały być zmienione, bo np. rączka z aparatem nie wchodziła do pojemnika z klockami. Trzeba było również poszerzyć wszystkie lewe rękawy ubrań, tak, aby rączka z aparatem mogła swobodnie przejść.
Obecnie codziennie musimy kręcić śruby na aparacie, a co drugi dzień zmieniamy opatrunki. Co tydzień wysyłamy mailem do lekarzy z Hamburga raport o tym jak idzie dystrakcja. Natomiast co dwa tygodnie musimy robić i wysyłać zdjęcia RTG rączki, aby lekarze przez cały czas mogli na bieżąco monitorować obraz i proces dystrakcji.
Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to kolejny etap operacji tej samej rączki będzie w lutym, ale to już czas wszystko pokaże...... Miejmy nadzieję, że będzie dobrze :-) Wiktorek dzielnie znosi rozkręcanie rączki, a szpital Wilhelmstift i warunki w nim panujące daje nam poczucie komfortu, że jest to najlepsze miejsce, gdzie możemy powierzyć los rąk naszego dziecka. |